Historia A State Of Trance

Premiera jednej z najpopularniejszych trancowych kompilacji od najpopularniejszego dj-a świata A State of Trance 2008 już wkrótce. Warto sobie w tym miejscu przypomnieć jak wyglądały poprzednie części składaka oznaczonego kultowym dla fanów melodyjno-dynamicznych brzmień skrótem ASOT.

Pierwszy mix CD w wykonaniu Armina van Buurena to wydany dla Blackhole RecordsArtist Profile Series 4 : Boundaries Of Imagination”. Wcześniejsze składanki z tej serii były stworzone przez Ferry’ego, Tiesto i niejakiego DJ-a Rene. Był rok 1999. Dwa lata później Armin van Buuren znajduje się u szczytu sławy w Holandii, gdzie muzyka transowa przeżywa prawdziwy rozkwit. Po wydaniu stworzonych samodzielnie hitów tj. „Blue Fear” czy „Communication” i współpracy z innymi gigantami holenderskiej sceny: Tiesto (projekty Major League i Alibi) oraz Ferry Corstenem (Armin vs. System F) które okazały się hitami, 25-letni wtedy Armin zaczął patrzeć w przyszłość bardziej pewnym wzrokiem.

Nie można zapomnieć tutaj o produkcjach pod różnymi pseudonimami, z których najpopularniejszym jest chyba Perpetous Dreamer. Numer „The Sound Of Goodbye” stał się hitem w trancowym świecie. Wokale wykonywane przez Elles De Graaf zostały napisane przez Adriana Broekhuyse’a. znanego bardziej jako Sir Adrian. Utwór został wydany nakładem Armind, które wtedy było sublabelem prężnie działającej holenderskiej wytwórni United. To zapewniało Arminowi swego rodzaju stabilizację i bezpieczeństwo, co dla wschodzącej gwiazdy sceny trance nie myślącej jeszcze o całkowitym wydawniczym usamodzielnieniu się (spowodowanym być może brakiem znajomości mechanizmów rynku) było dużym komfortem. Już w roku 2000 nakładem United ukazała się dwupłytowa kompilacja Armina zatytułowana „001 A State Of Trance”.

Na dzień 18.05.2001 datuje się początek audycji pod tym samym tytułem. Wtedy to odbył się odcinek testowy, znakowany numerem „00”. Jak doszło do nagrania tego odcinka? Pamiętam, że będąc na konferencji zorganizowanej przed RMI Trance Xplosion w 2007 roku, jeden z dziennikarzy zadał to pytanie Arminowi. Odpowiedział we własnym stylu:

Przyszedłem do ID&T z pomysłem własnej audycji. Kiedy opowiedziałem im całą koncepcję, byli naprawdę zadowoleni. Zapytałem, kiedy mogę zacząć. Po chwili zastanowienia jeden z szefów zapytał mnie: masz ze sobą płyty? Jeżeli tak to jesteś na antenie!

Jak wiele w tej historii prawdy, musicie przekonać się sami słuchając tego odcinka audycji. Tak czy inaczej rozpoczęcie nadawania programu radiowego zapoczątkowało rosnące lawinowo zainteresowanie muzyką graną i tworzoną przez Holendra. Ciekawe czy zaczynając audycję miał wyobrażenie, jaką popularność zdobędzie ona na przestrzeni kilku następnych lat? Chyba nie.

Wciąż mam gęsią skórkę odczytując maile od ludzi z całego świata. Kiedyś takie coś nawet mi się nie śniło!

Rok 2001 to kolejne dwie wydane przez Armina kompilacje: „002 Basic Element” oraz „003 In Motion”. Rok później, ponownie nakładem United ukazała się czwarta część „004 Transparence”. Wszystkie te składanki nagrywane były wedle przyjętego przez van Buurena schematu wykorzystywanego również w audycji, mieszając ze sobą klimaty progresywne z upliftingowymi. Audycja rosła w siłę, pojawiały się pierwsze oznaki międzynarodowego zainteresowania wspomaganego przez coraz większą ilość zagranicznych bookingów Armina. Zdarzały się audycję (np. ta z gościnnym udziałem Ferry Corstena) kiedy to podczas trwania programu, w natłoku szorstkiej jak pumeks holenderszczyzny można było usłyszeć wypowiadane przez gospodarza programu słowa po angielsku:

Przepraszam wszystkich słuchaczy z zagranicy, ale to holenderskie radio i musimy mówić w naszym ojczystym języku.

Sytuacja ta zmieniała się z biegiem czasu, jednak dopiero w 2005 roku, kiedy Armin przeniósł się ze swoim dzieckiem eteru do internetowego Digitally Imported, gdzie (obok kilkudziesięciu radiostacji na całym świecie) jest do dziś. Przez pewien czas można było jeszcze słyszeć ASOT po angielsku (Internet i kraje poza Holandią) i po holendersku (tylko na Slam!FM). Abstrahując od tematu: Podczas słuchania „holenderskiego” ASOTa można było naprawdę zatęsknić za językiem polskim, w porównaniu z kwadratową niderlandzką manierą nawet urokliwe słowo „saturator” brzmi jak poezja. Wróćmy jednak do historii. Po czterech kompilacjach (które popularne były głównie w Holandii), ponad stu odcinkach programu radiowego i kilku występach na świecie, naturalną koleją rzeczy było mnożenie się pytań dotyczących pierwszego artist albumu. Jak na tamte czasy, albumy traktowane były raczej bardziej prestiżowo niż dziś. Wtedy wydawali je najwięksi: Ferry Corsten, Paul van Dyk, TiestoArmin na pewno był następny w kolejce. W końcu Above & Beyond byli na scenie dopiero od dwóch lat…

Czerwiec 2003 – Wtedy światło dzienne ujrzało „76”. Trzynaście utworów, wśród nich wcześniej wydane „Yet Another Day”, „Sunburn”, „Communication” czy przeróbka „Blue Fear”. Gościnnie Airwave, System F i „zapożyczona” z projektu Oceanlab Justine Suissa, która śpiewa tutaj w „Burned With Desire”. Utwór największą sławę zyskuje w zrobionym przez Armina ‘Rising Star mix’ i staje się kolejnym przebojem na koncie holenderskiego internacjonała. Pierwszy studyjny album stał się swego rodzaju pożegnaniem Armina z United Recordings. Stworzona wraz z Maykelem Pironem i Davidem Lewisem wytwórnia Armada to nowy rozdział w życiu całej trójki, ze szczególnym naciskiem na Armina, który swoim debiutanckim albumem ugruntował swoją silną pozycję na międzynarodowym rynku. Co o swoim udziale w Armadzie mówi sam Armin?

Wiele projektów przechodzi przeze mnie. Mam Armind i A State of Trance to są moje marki, które prowadzę, reszta jest poza mną. Wiele utworów przychodzi do Armady z zewnątrz i ja nie mam pojęcia, że w ogóle je przyjęliśmy. W Armadzie spełniam może bardziej doradczą role, dużo robie także dla Cloud 9. Tworzenie muzyki i jej produkcja to jest to, co najbardziej lubię robić, potem jest radio. To jest to, na czym się koncentruje. Myślę, że jestem w tym dobry.

Armada zalicza wejście smoka: najpierw sampler a później kompilacja: Universal Religion: Chapter One. Był listopad 2003, a na rozpoczęcie nowej kompilacyjnej sagi nie musieliśmy długo czekać…

ASOT 2004 – początek
Dubeltowe wydawnictwo, prezentujące to, co najlepsze w audycjach ASOT, plus kilka ekskluzywnych utworów prosto z Armady. Urzeka początek całości: Mark Otten i jego magiczne „Tranquility” z przejściem na Solid GlobeSahara” i następną w kolejce produkcją Filo & PeriWhirlpool – „Under The Sun” w remiksie (wtedy jeszcze) duetu Solarstone. Łezka w oku się kręci. Pierwsze CD można traktować w kategorii „demonstracji siły” (przepraszam za wojskową terminologię) Anjunabeats. Znalazły się tam aż trzy wydawnictwa z tego labetu: Kyau & Albert – „Velvet Morning” w remiksie Aalto, nieśmiertelne „SatelliteOceanLab i powodujące ciarki na plecach melodyjne cudo od Super8 pod tytułem „Alba”. Drugi kompakt urzeka progresywnymi perełkami tj. Valentino KanzyaniFlying” (Sultan & The Greek remix) czy ozdobione lubieżnymi wokalami, mroczne „Fearless” od niezawodnego duetu Remy & Roland Klinkenberg. Kolejnym magicznym momentem całości jest „Perfect Wave” stworzone przez Petera Martina. Dziś ciężko o taki numer, którego płynące gdzieś brzmienie wprawia słuchacza w autentyczny trans, to jest jedno z tych wyjątkowych nagrań. Przy takim składzie kawałków i wciąż rosnącej za pomocą audycji radiowej popularności Armina pierwsza kompilacja z cyklu ASOT nie mogła przejść bez echa… Armin niesiony sukcesem, pod koniec sierpnia wydaje Universal Religion 2004, nagrane na żywo w Amnesii na Ibizie. W czasie, kiedy nagranie „komputerowej” kompilacji nie stanowi już żadnego problemu wydaje się to dziwnym pomysłem, co nie zmienia faktu, że całości słucha się miło a technika van Buurena nie pozostawia wątpliwości, że słuchamy człowieka z kilkunastoma latami stażu za deckami.

2005 – poziom wyżej.
Jeżeli coś dzieje się dwa razy z rzędu w tym samym okresie co roku, to już chyba tradycja. Więc tradycyjnie na wiosnę (tym razem marzec) Armin wydaje kolejną część ASOT. Kolejne dwie płyty sygnuje to samo nazwisko człowieka, który w rankingu Top 100 DJ’s 2004 zajął 3 miejsce, tuż za Paulem van Dykiem i po raz kolejny nokautującym resztę świata Tiesto. Tym razem Armin w doborze repertuaru postanowił bardziej wesprzeć się rosnącą siłą Armady. Kolejne progresywne początki wybuchowe końcówki w postaci dynamicznych produkcji. Armin nie po raz pierwszy udowadnia, że potrafi stworzyć klimat. W tym samym roku wychodzi również czwarta część In Search Of Sunrise: Latin America. Z perspektywy klimatu ciężko jest wybrać tutaj zwycięzcę. Tiesto, prezentuje więcej „nieoczywistych” numerów (przykładem mini malowa produkcja Wighnomy Bros czy głęboko progresywne „MomentsSoultan & Tonedepth). Natomiast Armin sprytnie pomieszał utwory znane z własnych audycji, z tymi bardziej podziemnymi. Idąc dalej tropem ISOS vs ASOT, można zauważyć, że obydwie kompilacje zawierają elementy wspólne: „Perfect SilenceBlank & Jones w remiksie E-Craiga, oraz Ahmet Ertenu – „Why” i TiltTwelve”. Żeby nie było panowie powybierali inne wersje tych dwóch kawałków. Obydwie płyty skompilowane przez Armina urzekają senno-melancholijnym wstępem (tak można napisać o InterstateI Found You” czy otwierającym drugi krążek „Simply BluePetera Martina) i mocnymi końcówkami z przewagą zakończenia CD2, bo co jest bardziej energetycznego niż Hammer & Bennett – „Language” w remiksie Santiago Nino podkręcone do 138 bpm. Armin zalicza kolejny udany rok – stworzenie hymnu Sensation White („Serenity” z Janem Vaynem), album („Shivers”) i zachowana trzecia pozycja w rankingu Top 100, gdzie Paul van Dyk zepchnął Tiesto z pierwszego miejsca.

2006 – plaża i klub po raz pierwszy.
Kolejna wiosna przyniosła pierwszy ASOT podzielony według utrzymanego do dziś schematu: pierwsze CD zatytułowane „On The Beach” prezentujące spokojniejsze brzmienia, drugie „In The Club” zawiera natomiast bardziej dynamiczne tracki. Z jednej strony: jakieś urozmaicenie, z drugiej: koniec misternego budowania klimatu i progresywnych wycieczek na obydwu krążkach. Wiadomo, z wizją Armina można było by się pospierać, bo nie wiem czy chciałbym usłyszeć taki kawałek jak Incolumis – „One With Sanctuary” na plaży. Co innego Sunlounger – „White Sand” czy Jose Amnesia vs Shawn Mitiska – „My All” w remiksie Flash Brothers… plażowy klimat w stu procentach. Ta kompilacja stała się przepustką do kariery Johna O’Callaghana, którego to produkcje zaczęły być doceniane i zawzięcie promowane przez Armina. Tutaj pojawiają się aż trzy utwory które stworzył lub współ produkował. Oczywiście Tiesto wydaje w tym samym roku ISOS: Los Angeles, ale szukanie jakichkolwiek wspólnych mianowników (oprócz Karen Overton – „Your Loving Arms”) mija się tutaj z celem. Panowie obrali różne kierunki i bardzo dobrze, nikt nie chciał by słyszeć podobnej koncepcji na dwóch różnych wydawnictwach. Niedługo po premierze Armin van Buuren po raz pierwszy odwiedza Polskę, a w Hali Ludowej mogliśmy usłyszeć wiele utworów zawartych właśnie na tej kompilacji, z akcentem na te zawarte na krążku numer dwa. Ciężka praca cały czas przynosi efekty w rankingu DJmaga: Armin po raz pierwszy od czterech lar rusza się z miejsca trzeciego, przed nim został tylko Paul van Dyk… najbliższy rok pokaże, że nadszedł czas na zmianę lidera.

2007 – krok do tryumfu
Paradoksalnie jedna z najlepszych kompilacji Armina „ozdobiona” jest jedną z najbardziej kiczowatych okładek (przebić ją może tylko ta „hawajska” od „004 Transparence”), ale nie o grafice mam tutaj pisać. Wakacyjne wibracje na pierwszej płycie i te bardziej imprezowe na drugiej, czyli koncepcja sprzed roku. Tutaj jednak sprawdza się o wiele lepiej, mimo to po raz kolejny można dyskutować nad doborem repertuaru pod „motyw przewodni”. Może się czepiam ale The BlizzardKalopsia” to dla mnie numer zdecydowanie bardziej klubowy niż na plażę, wszystko to jednak zależy od subiektywnego spojrzenia, ja bym nie mógł leżeć na plaży przy takim numerze, może dla tego że pompujący bas nazbyt porywa nogi do tańca;) Dwie płyty przepełnione hitami, do tego już zdążyliśmy się przyzwyczaić: „Formentera What” (Gareth Emery remix), FKN feat Jahala – „Why?” (Aly & Fila remix) czy „Anthem” duetu Filo & Peri to na pewno jedne z najmocniejszych punktów tego woluminu. Cały rok Armin kończy na pozycji lidera rankingu DJmaga. Dodatkowo w grudniu ukazuje się Universal Religion 2008, wydana, jakby nie patrzeć przez nowy numer jeden wśród dj-ów na świecie.

2008 i dalej przed siebie
Póki co, znamy już tracklistę najnowszego wydania sztandarowej kompilacji Armina. Wiemy na pewno, że nie zmieniła się plażowo-klubowy zarys całości. Największą zmianą jest to, że tym razem składanka ukaże się jesienią a nie wiosną jak to było do tej pory. W kolejnych odcinkach audycji możemy usłyszeć niektóre utwory, które znajdą się na tym wydawnictwie. Jakie odniesiemy wrażenie po przesłuchaniu całości? Miło jest widzieć polski akcent w postaci produkcji Paula Millera. Przyzwyczajajmy się do tego, nasi rodzimi producenci ciężko pracują a efekty ich pracy są doceniane coraz bardziej. Już 29 listopada pierwsza edycja Armin Only w Polsce. Czy mr. Van Buuren przyjedzie do naszego kraju w glorii numeru jeden na świecie? Z drugiej strony: w jaką stronę pójdzie jego audycja? Czy utrzyma teraźniejszą formę? A może zasypany mailami Armin przez godzinę będzie czytał pozdrowienia od słuchaczy? Tego nie wie nikt. Można Armina kochać, lubić, lub nienawidzić za to jaką gra muzykę, ale trzeba mu oddać jedno: nie ma drugiego takiego człowieka, który za pomocą programu radiowego stworzył społeczność, zjednoczył fanów muzyki trance z całej planety. Słuchając jego audycji, mając świadomość jej historii, można odnieść wrażenie, że inne trancowe „rejdio szoły” to tylko podróbki. Tymczasem, fanom talentu Armina wystarczy czekać na dzień 29 listopada i zastanawiać się, czym zaskoczy „ładny chłopczyk grający przyjemną muzyczkę” jak żartobliwie określił go Piet z Rank1.

Piotr Truszkowski (DJMagazine/FTB.pl)