Back in time: ARMIN VAN BUUREN A State of Trance 2006 – recenzja

ARMIN VAN BUUREN State of Trance 2006

Niekwestionowany numer 1 na świecie – Dj i producent Armin van Buuren wyposażył swą kultową kompilację w bank najznamienitszych brzmień. Zawarte na niej propozycje to zarówno zastrzyk energii, potężna dawka kofeiny jak i uspokajającego naparu z ziół. Niezależnie więc od czasu, miejsca i nastroju każdy znajdzie coś dla siebie.

Pierwszy krążek, o jakże adekwatnym w stosunku do obecnego na nim materiału tytule, On The Beach to czas relaksu w najlepszym wydaniu. Artysta wyszukał naprawdę piękne, pieszczące zmysły melodie i zgrabnie je ze sobą zmiksował. Zostajemy oczarowani już na samym wstępie za sprawą Shipwrecked – gry na pianinie, do której z czasem dołącza też szeroki wachlarz dźwięków właściwych muzyce trance o subtelnej odsłonie. To co urzeka w autorskich produkcjach Mike’a Foyle’a to jego wszechobecny ukłon w stronę dzieciństwa jakim są wkomponowane w klubową otoczkę partie skrzypiec, akordy na pianinie czy też gitarowe struny. Instrumenty otaczające go od pierwszych lat życia, którym pozostał także wierny tworząc później muzykę elektroniczną. W samych superlatywach można się też wyrazić o sjeście jaką reprezentuje Sunlounger. Przepisem na błogi chill out najwyższej próby w White Sand jest radosny styl Roger’a Shah’a i dźwięki gitary akustycznej Eller’a van Buuren’a. Nie do pominięcia jest także trywialny i ponętny zarazem wokal Karen Overton w Your Loving Arms będący motywem przewodnim dla wyważonej basowej linii. Kiedy cztery lata temu usłyszałam go po raz pierwszy nie mogłam przestać go słuchać i tak mam do dzisiaj. Może to przez wielki sentyment do tego kawałka a może przez ogromną siłę ekspresji jaka się w nim kryje. Utwory na odsłonie On The Beach tworzą swoimi dźwiękami bajkową wizję: spacer brzegiem morza, bezcenne chwile wytchnienia na rozgrzanym piasku a w ręce drink z parasolką podany przez zdolnego Holendra, elektryzujący bogactwem poruszających rytmów. Do jego najważniejszych składników decydujących o niezapomnianym smaku należy zaliczyć wrzucone i zmiksowane ze sobą utwory: DJ Shah – Beautiful (Glimpse of heaven), Basic Perspective – Small Step To The Other Side (Elevation remix) i Incolumis – One With Sanctuary. Mieszanka cudnych brzmień rodem z najpiękniejszych plaż świata wspierana łagodnymi nutami lub też figlarnym wokalem to zjawiskowa w skutkach recepta na wypoczynek. W miarę słuchania odnaleźć można całą plejadę emocji tak bardzo potrzebnych by przemyśleć i rozwiązać niejeden problem. Jest też piękny epilog w postaci Envio – For You, który balansuje rozmaitymi dźwiękami sprawiając, że słuchacz znajduje się na krawędzi totalnego zatracenia w tej produkcji.

Po upalnym, błogim dniu czas przenieść się do klubu i przygotować na niezapomnianą noc. Odsłona In The Club to lista najgorętszych, energicznych propozycji, które zawładnęły parkietami w 2006 roku. Dwa pierwsze kawałki Arksun – Arisen i Fable – Above zaserwowane na „wejście” należą nadal do gatunku łagodnych stanowiąc swobodną kontynuację subtelnych przygotowując do zmiany klimatu. Następnie mamy już szeroką gamę rozhisteryzowanych, żywiołowych, nierzadko ogłuszających dźwięków. Euforia, podniecenie, szaleństwo – wszystkie te uczucia zostały zebrane i zamknięte w 14 pozostałych utworach. Na największe wyrazy mojego uznania zasługuje
O’Callaghan & Kearney – Exactly, ponieważ stylistyka tego utworu zahacza o ezoteryczność. Podoba mi się w nim zwłaszcza wydłużony, chwytający za serce swą klasą breakdown. Zachwyca także produkcja Voices From The Inside M.I.K.E’a o progresywnym zabarwieniu oraz Until Monday gdzie mocy i wyrafinowania dodało połączenie kultury włoskiej i niemieckiej. Muzyczna oprawa tego kawałka sprawia, że całe ciało przeszywa miły dreszcz. Znalazły się też dwie utrzymane na wysokim poziomie propozycje od Kyau vs. Albert umilając podróż pełną głębokich doznań i eksplozji stalowych brzmień.
Koktajl rozmaitych muzycznych stylów przygotowany przez Armina smakuje jak co roku. Można wracać do niego wielokrotnie i delektować się w wolnym czasie.

Autor: Dominika

Dodaj komentarz