Back in time: ARMIN VAN BUUREN A State of Trance 2005 – recenzja

ARMIN VAN BUUREN A State of Trance 2005

Płyta ma już swoje lata, ale o to właśnie chodziło.

Propozycje na kompilacji A State Of Trance 2005 sygnowanej nazwiskiem van Buuren to ponad dwie godziny permanentnego, klasycznego trance’u w dwóch odsłonach – tej pełnej nostalgii i tej pełnej mroku.
Do gustu przypadło mi to, co jest już na samym wstępie. Interstate – I Found You rozpoczyna pierwszy krążek jak i nowy dzień. Taki utwór jest wiernym towarzyszem tych leniwych, porannych chwil, kiedy siedzisz przed lustrem, malujesz rzęsy a całe mieszkanie wypełnia zapach kawy. Finezyjne rytmy i wokal docierają do jeszcze niezupełnie rozbudzonych zmysłów. Subtelna produkcja, urokliwa w swej prostocie gładko przechodzi w następną Hidden Logic Pres.Luminary – Wasting, której można przypisać te same cechy. Dokładnie wyselekcjonowana pierwsza odsłona trance’u dowodzi, że jest to gatunek muzyczny z prawdziwą głębią i duszą. Każdy dźwięk tworzy atmosferę relaksu skłaniającą do rozmaitych refleksji. Muzyka ta oferuje coś więcej niż tylko powszechnie kojarzoną dobrą zabawę w tłumie. Można słuchać i przeżywać także w domowym zaciszu. Markus Schulz, ambitny producent,którego znakiem firmowym są mroczne, stalowe brzmienia też pokusił się o zrobienie czegoś w tej formie. Przy wokalnym wsparciu Anity Kelsey osiągnął zamierzony cel. Na krążku Light naprawdę zjawiskowym kawałkiem jest I Know Your Gone Max’a Graham’a. Przejmująca interpretacja liryczna Jessicy Jacobs połączona z delikatnymi dźwiękami i smutnymi skrzypcami, a wszystko to przyprawione o żal i namacalne wręcz przygnębienie. Wykonany z prawdziwym uczuciem, chwyta za serce, wprost nie do uwierzenia jest to jaką kontrolę czasem sprawuje nad nami muzyka. Z miłego nastroju nieoczekiwanie zostajemy wpędzeni w jego przeciwieństwo. Podczas kilku minut z głośników wraz z utworem wydobywa się mieszanka skrajnych impresji. Następnie, by ukoić zmysły zostajemy uraczeni potężną dawką relaksacyjnych brzmień i tak jest już właściwie do końca tego krążka. Space Guitar to piękno gitarowych strun wkomponowanych w melodyjny krajobraz. In The End, Ocean Rain i Aerospace mogłyby być substytutem naparu z melisy. Wzbudza też zachwyt utrzymana w mniej spokojnym stylu produkcja od Sophie Sugar. Zaserwowane tu Call Of Tommorow w remixie John’a O’callaghan’a jak i wiele innych wcześniejszych, udowadnia że „kobieta też potrafi”. Jest jeszcze Shivers od samego autora kompilacji, z mocnym głosem Susanny. Słuchany latami za każdym razem urzeka na nowo… Podsumowując: Łagodne, wysublimowane dźwięki to motyw przewodni tej części, zamiast Light nazwałabym ją Sjestą.

Drugą odsłonę A State Of Trance 2005 z dużą dozą prawdopodobieństwa można określić jako energiczną, aczkolwiek zaczynającą się nadal w subtelnym klimacie stopniowo przechodzącym w temperamentny. Dark po dniu pełnym relaksu wprowadza nas w nocny świat tętniących życiem klubów. Mieszanka klasycznych, trance’owych rytmów z każdym kolejnym utworem zyskuje na intensywności. Siedemnaście sumiennie wyselekcjonowanych kawałków, z których na wyróżnienie w mojej opinii zasługują Gabriel & Dresden – Arcadia, Matthew Dekay vs Proluctors – The Deep Show i Adam White – Ballerina. Ten ostatni to mój największy faworyt, czysta linia dźwiękowa, ciekawie zaprezentowany wokal Martin’a Grech’a i piękny breakdown. Ciekawa jest też propozycja od niemieckiego duetu Kyau vs Albert – Made Of Sun – mroczna aranżacja, która wciąga słuchacza od samego początku i uwalnia z transu dopiero wraz z jej końcem. Dark zamyka Liquid Overdose – Ancient Space (Fred Baker Remix) co niewątpliwie jest przemyślanym rozwiązaniem ze strony Armina. Burzliwe brzmienia stonowane w tym utworze to doskonały wybór na zakończenie klubowej nocy.
Na całość A State Of Trance składa się wielu artystów, którzy pokazali w roku 2005, że mają duży potencjał. Ta kompilacja to różnorodny talent z jedną cechą wspólną jaką jest potężna siła ekspresji, która wywiera ogromne wrażenie na słuchaczach.

Autor: Dominika

2 myśli w temacie “Back in time: ARMIN VAN BUUREN A State of Trance 2005 – recenzja”

Dodaj komentarz