DJ Magazine PolskaDzięki uprzejmości DJ Magazine Polska publikujemy unikalny wywiad z Arminem van Buurenem. Rozmowa ta ukazała sie w grudniowym, a zarazem pierwszym numerze polskiej edycji tego kultowego magazynu, poświęconemu muzyce elektronicznej oraz osobom które mają największy wpływ na jej rozwój.

Marcin Żyski
Armin van Buuren

Armin, trudno się z tobą skontaktować.

Wiesz, jestem bardzo zajęty, mam bardzo dużo pracy. Właśnie wróciłem z Azji, pracuję nad moim nowym albumem, przygotowuję audycję radiową, prowadzę Armadę – mam pod sobą ponad 20 osób. Wytwórnią oczywiście nie zajmuję się sam, tylko z moim bratem. Mam więc sporo pracy.

Ale nie narzekasz.

Ależ skąd.

Jesteś szczęśliwym człowiekiem?

Tak, to prawda. Robię to, co kocham. Robię to wszystko z powodu mojej miłości do muzyki. Jestem bardzo wdzięczny za wszystko, co mi się przytrafia, że sprawy się tak układają. Wstaję codziennie rano i myślę, że mam w życiu dużo szczęścia.

Jesteś w tej chwili numerem jeden na świecie. Czy był to ostatni z twoich celów, czy jest to spełnienie marzeń?

Tak, to spełnienie moich marzeń, ale na pewno nie ostatni z moich celów. Moim celem wciąż jest granie muzyki, którą kocham i dzielenie się nią z jak największą liczbą ludzi. Tak długo, jak będę miał ciarki słuchając świetnych numerów, będę to robił. Nigdy nie było moim celem zostanie numerem jeden. Było to oczywiście marzenie. Mam dużo szczęścia, że muzyka trance, którą oczywiście kocham, jest tak popularna na świecie. Jestem szczęściarzem, zdaję sobie z tego sprawę. Codziennie dziękuję Bogu czy komuś innemu, że jestem w takim a nie innym miejscu. Moim zdaniem to bardzo ważna i odpowiedzialna praca. Na przykład: gdy przyjeżdżam do Polski, która jest w tej chwili jednym z najciekawszych miejsc do grania, czuję, że mam przed sobą ludzi, którzy ciężko pracowali przez cały tydzień i czekali na to, by wyjść w weekend. Próbuję sobie wyobrazić Polaków pracujących codziennie w różnych miejscach, fabrykach czy biurach i czekających na weekendową imprezę. Jestem odpowiedzialny za to, żeby spędzili miło czas, żeby dobrze się bawili.

Niektórzy czekają tygodniami czy miesiącami. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego, w jakim tempie sprzedają się u nas bilety na twoje występy.

Nie, nie wiedziałem. Staram się nie myśleć o takich rzeczach za dużo – od tego robię się nerwowy.

Tysięczne pule biletów sprzedawane za pośrednictwem wortalu ftb.pl rozchodzą się w kilka minut.

Wow! Nadal mam w widocznym miejscu nagrodę, którą dostałem od polskich klubowiczów. Nie miałem jeszcze okazji im podziękować, więc dziękuję teraz.

W Polsce wśród fanów trance jesteś numerem jeden już od kilku lat.

To niemożliwe – dopiero dwa razy u was byłem (śmiech).

Wspomniałeś, że lubisz tu przyjeżdżać.

Tak, to prawda. Myślę, że istnieje pewne podobieństwo między tym, co się dzieje w Holandii i w Polsce. Polacy i Holendrzy lubią się nawzajem, dobrze się ze sobą czują. Myślę, że jesteśmy do siebie podobni. Naprawdę lubię Polaków. Mam kilku polskich przyjaciół: są bardzo pozytywnie nastawieni, mają zawsze ochotę na dobrą zabawę. My w Holandii podobnie, więc…

Muszę ci powiedzieć, że generalnie Polacy nie są zbyt pozytywnie nastawieni do rzeczywistości.

To pewnie przez zimę. Wszyscy lubimy lato.

Fani muzyki trance mają teraz u nas bardzo dobrze – często odbywają się eventy z ich ulubioną muzyką.

Ja, podobnie jak oni, kocham trance, więc również bardzo się z tego cieszę.

A jak to jest w Holandii? Podczas Amsterdam Dance Event nikt nie mówił o trance, który wg przedstawicieli branży jest komercyjny i mainstreamowy – wszyscy mówili o muzyce undergroundowej.

Ja również gram wiele numerów kojarzonych z muzyką undergroundową. Dla mnie cała dyskusja o mainstreamie i undergroundzie jest gówno warta. Gram kawałki kupione na beatporcie, które oznaczone są jako minimal, albo electro. Mają one trance’owe melodie, ale ich twórcy boją się ich nazwać trance. Z jakiegoś powodu ludzie myślą o trance jako o czymś komercyjnym czy tandetnym. Osobiście mam to gdzieś. Jeśli jest to dobra muzyka, która trzęsie tłumem, nieważne, czy to minimal czy electro. Wiesz, jest wielu gości, którzy myślą, że są naprawdę fajni, ale gdy przychodzi do grania na imprezie, ludzie stoją i patrzą, nie ogarnia ich szaleństwo. Osobiście wydaje mi się, że właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Jesteś dobrym dj-em jeśli potrafisz doprowadzić tłum do szaleństwa. Jeśli jesteś pieprzonym super – fajowym trendy gościem w ciemnych okularach, który gra muzykę, której nikt nie rozumie i która nikogo nie obchodzi – gratulacje, ale to nie ma nic wspólnego z byciem dobrym dj-em. Taka jest moja opinia. Produkowanie i wydawanie muzyki to inna historia, ale jeśli rozmawiamy o byciu dj-em, musisz sprawić, żeby ludzie dobrze się bawili. Ludzie płacą, żeby cię zobaczyć, żeby miło spędzić czas – ludzie decydują, w którym idziesz kierunku. Ostatecznie liczą się twoi fani, czy lubią twoją muzykę czy nie.

Zdarza ci się jednak na początku setów grać progresywne rzeczy.

Jestem na bieżąco z Beatportem. Słucham wszystkiego, nawet chilloutu. Myślę, że dobry trance’owy set to podróż przez różne dźwięki, różne rodzaje muzyki. Jest dużo trance’owych numerów, których nie lubię i nie gram. Niektóre z nich są zbyt oczywiste, niezbyt ciekawe. Jest wiele nagrań electro czy minimal, które uwielbiam. Jeśli przez dwie czy trzy godziny słuchasz tych samych brzmień – to jest nudne. Jeśli naprawdę chcesz dostarczyć tłumowi dobrej rozrywki, musisz ich zabrać w podróż. Zaczynając posiłek jesz zupę, potem dopiero przechodzisz do steku, a na końcu zjadasz deser. Nie chcesz trzech steków po kolei, trzeba wprowadzać różnorodność. Będąc dj-em trzeba trochę ryzykować. Trzeba starać się zrozumieć ludzi, obserwować reakcje publiczności i się do nich dostosowywać. To żywioł – to tłum na dobrą sprawę decyduje, w którą stronę pójdę z moim setem.

W twoich setach zdarzają się też ostrzejsze brzmienia electro – trance.

Tak, muzyka się zmienia, trance się zmienia, każdego roku trance ma inne brzmienie. Teraz jest dużo numerów trance, które zawierają elecro – basslines. Sporo jest wciąż nagrań, które brzmią jak typowy klasyczny trance z długimi breakdownami – część jest ok, ale gdy niektórzy je słyszą, myślą „O nie, kolejny typowy trance”. Staram się patrzeć w tłum – patrzę, co się sprawdza. Jeśli widzę, że utwór w ogóle się nie sprawdza, próbuję go jeszcze na całkiem innym parkiecie. Jeśli widzę, że znowu się nie sprawdza, już nigdy więcej go nie zagram – nawet, jeśli moim zdaniem to świetny utwór. Gdybym miał zagrać coś nie zważając na publiczność, tylko na mój gust, byłby to szalony set. Pokażę Ci mojego iPoda. Jesteś pierwszą osobą robiącą ze mną wywiad, której pokażę co mam w iPodzie. Zacznijmy od litery A: Above & Beyond, Air, Alan Parsons Project, Alanis Morissette, Alexander O’Neil, ATB, potem Beatles, Biosphere – świetna ekipa z Danii, Booka Shade, Brian Eno, BT, Coldplay, Conjure One, Craig David, David Gilmour, Deep Dish, Dire Straits, Emerson Lake & Palmer, Eminem, Enya, Faithless, Fatboy Slim, Frank Sinatra – kocham tego gościa. Masz tu wszystkie rodzaje muzyki. To jest to, czego słucham, nie tylko trance – choć oczywiście najbardziej lubię trance. Łatwo jest zagrać popularny numer trance i widzieć ręce w górze, widzieć publikę, która jest w siódmym niebie. Uważam jednak, że tak naprawdę publiczność ma też ochotę na coś innego, na coś nowego. Można im oczywiście zagrać 2 aktualne hity – to jest najprostsze.

Ferry Corsten twierdzi, że przerzucił się na electro, bo mało pojawia się na rynku ciekawych, trance’owych kawałków.

Nie zgadzam się. Jeśli posłuchasz moich audycji z cyklu „A State of Trance” zorientujesz się, że sporo jest nowej, dobrej muzyki trance. Kilka dni temu nagrywałem audycję, która okazała się moim ulubionym odcinkiem w tym roku. Mówiłem o tym wszystkim, bo wyszło bardzo dużo świetnych trance’owych numerów. Dużo tego jest, może po prostu Ferry’emu się znudził trance. Myślę, że mogło mu chodzić o coś innego – przecież Ferry nadal gra trance w swoich setach. Mógł mieć na myśli, że trance taki, jakim go znaliśmy wcześniej, się zmienił. Ja nadal nazywam to trance, a on nazywa to electro. To wszystko przez wszechobecną dyskusję o gatunkach muzycznych. To trudna dyskusja, bo każdy może mieć inną definicję trance.

To jaka jest twoja definicja trance?

To nie ma znaczenia, jaka jest moja definicja. Nie ma też znaczenia, jaka jest twoja definicja. Ważne, żeby publiczność szalała, żeby wpadali w „stan transu”. Możesz jechać pociągiem słuchając iPoda i wpadać w trans – o to tu chodzi. Nie chodzi o gatunek muzyczny, który się tak nazywa – chodzi o stan, w którym jesteś.

Niektórzy nazywają cię ostatnim Mohikaninem muzyki trance – Paul Van Dyk zaczął grać szybciej, momentami techno, Tiesto gra bardziej klimatycznie, często house’owo. Ty tymczasem wciąż trzymasz się klasycznego trance.

Hmm. Nie wiem, nie słucham setów Paula czy Tijsa. Bardzo podobają mi się ich ostatnie albumy, słucham ich często. Ale niewiele wiem o ich setach. Ja gram muzykę, która mi się podoba i nie bardzo mnie interesuje, jak grają inni. To jest bardzo proste – ja kocham trance. Robię, to co robię, staram się robić to jak najlepiej, ale nie zamierzam starać się być lepszy od Paula czy Tijsa. Szanuję ich za to, co robią i jakimi są ludźmi.

Wspomniałeś, że próbujesz nagrania na różnych parkietach. Czy grając w małym klubie grasz inną muzykę?

Znowu – wszystko zależy od publiczności. Muzyka aż tak bardzo się nie różni. Czasem zależy to od tego, o której gram godzinie, także od tego, jak długi jest set. Jeśli gram 90 minut, mam mało czasu, żeby zdobyć ludzi – wtedy być może gram więcej znanych rzeczy, niż podczas seta, który trwa 9 godzin. Z kolei jeśli gram o 4 w nocy tuż po Sanderze Van Doornie, prawdopodobnie zagram ciężej, niż gdy o godzinie 22 rozgrzewam publiczność przed Ferrym Corstenem. Jeśli jesteś dobrym dj-em, wszystko kręci się wokół publiczności, nie wokół mojego ego. Wchodzę do klubu, spoglądam na tłum, nawet na 5 minut przed rozpoczęciem seta nie wiem, co zagram. Przeważnie mam na myśli 2 albo 3 nagrania, które zamierzam przetestować na początku. Jeśli jednak nie działają dobrze na publikę, próbuję czegoś innego. Jeśli widzę, że dobrze reagują na electro – basslines, zostaję przy nich na jakiś czas. Jeśli widzę, że są w siódmym niebie przy uplifting trance, z radością gram dla nich moje ulubione upliftingi. Nie jestem dla siebie, jestem tam dla ludzi.

Ale może niektórzy chcieliby posłuchać twoich prywatnie ulubionych utworów – może chcieliby, żebyś aż tak nie sugerował się tłumem. Może chcieliby usłyszeć twój ulubiony numer Booka Shadea z twojego iPoda.

Czasem gram Booka Shade. Wszystko zależy od tego, czy takie brzmienia dobrze działają na daną publiczność. Gram Booka Shade, gram Trentemollera, mogę zagrać wszystko. Oczywiście trance zawsze będzie moją ulubioną muzyką – jeśli zapytasz mnie, co chcę grać, odpowiem, że trance. Ale jeśli trance miałby się nie sprawdzać w zderzeniu z jakąś publiką, to nie będę grał – nie chcę psuć atmosfery, nie chcę psuć ludziom wieczoru. Jestem tylko częścią nocy. Jeśli jest line-up z pięcioma dj-ami, jestem tylko kolejnyn dj-em, którego zadaniem jest podtrzymanie świetnej atmosfery. Nie zamierzam ludzi denerwować grając im moje ostatnie odkrycia, których nie zrozumieją i nie polubią. Ludzie płacą mi, żebym ich zabawiał. Oczywiście zawsze będą tacy, którym nie odpowiada to, co gram. Będą rozczarowani, że zagrałem zbyt ostro albo zbyt delikatnie, że za dużo było wokali, zbyt wiele lub zbyt mało komercji. Ciężko zadowolić wszystkich, ale trzeba się starać.

Kto w tej chwili najciekawiej produkuje?

Mamy w tej chwili naprawdę sporo utalentowanych producentów. Przede wszystkim Deadmau5 – uwielbiam wszystkie jego utwory, gram je często w swoich setach. Lubię też wszystko Johna O’Callaghana – wszystko, co robi mi sie podoba, bez względu na to, czy wydaje coś pod swoim nazwiskiem czy jako Joint Operation Centre. Lubię Cosmic Gate, wszystko, co robi Nic Chagall jest fantastyczne.

Ile czasu dziennie poświęcasz na słuchanie muzyki?

Wiele godzin, ale to wspaniałe. Słucham muzyki cały czas, w domu, w samochodzie, w samolocie. Jedyne, czym się zajmuję, to zakładanie słuchawek i uruchamianie iPoda, przesłuchiwanie setek utworów. Słucham ich od samego początku do samego końca – zawsze chcę wiedzieć, co dany producent miał naprawdę do powiedzenia. O tym możesz się przekonać tylko wtedy, gdy przesłuchujesz nagranie w całości. Staram się spędzać jak najwięcej czasu słuchając muzyki. Kupiłem właśnie najnowszy album Underworld, kupiłem ostatnie płyty Tiesto i PVD…

Nie przesyłają ci za darmo?

Przysyłają materiały promocyjne, ale ja chcę mieć albumy tak, jak je można kupić w sklepach. Lubię mieć fizyczną kopię albumu. Kupuję wiele płyt. Jeśli ktoś mnie zainteresuje, jeśli uważam, że ktoś jest dobry – myślę, że powinienem za to zapłacić. Korzystam z Beatportu, Audiojelly, DJDownload, staram się słuchać jak najwięcej muzyki, bo właśnie o to tutaj chodzi. Jeśli coś mnie oczaruje, wtedy to wypalam i wkładam do boksu z płytami, by prezentować innym.

Mówią, że w przeciągu najbliższych dwóch lat zupełnie znikną płyty winylowe i CD, wszyscy będziemy kupować muzykę w internecie.

Dla mnie bomba. Dzięki temu moją muzykę mogą słuchać w Kazachstanie czy innych miejscach, do których rynek płytowy nie dochodził. Wielu ludzi słucha moich audycji w internecie. To wszystko dzięki rozwojowi cyfrowej muzyki w sieci. Jedyny problem dla producentów jest taki, że jest niespotykana nigdy wcześniej konkurencja, artyści muszą pracować bardzo ciężko. Ja w tej chwili ciężko pracuję nad moją płytą. Dużo z tym zachodu, dużo kosztów. Muszę wynająć studio na długi czas, zapłacić gitarzystom, przetransportować do mojego studia wokalistów z różnych zakątków świata.

Nie łatwiej przesłać wokale e-mailem?

Wiem, że większość tak robi, ale ja muszę mieć artystę obok siebie. Muszę poczuć, że razem coś tworzymy. Potem muszę zapłacić też fotografom za sesje zdjęciowe, doprowadzić do wydania płyty, później muszę ją promować, muszę myśleć o mojej stronie internetowej. Ja mam łatwiej od młodych producentów, bo sporo zarabiam za swoje występy. Trudno jest teraz zaczynać – nawet ja widzę, że moje dochody spadają, mniej płyt się sprzedaje. Ci, którzy tylko produkują, mają ciężko. Muszą mieć często inną pracę, bo nie mogą z tego wyżyć. Myślę, że to smutne. Ludzie powinni zrozumieć, że jeśli ściągają muzykę nielegalnie – niszczą czyjąś karierę. Nie będę ci kłamał – zdarza się, że ja też ściągnę jakiś numer nielegalnie, bo ktoś podeśle mi linka – nie jestem święty jak papież. Staram się jednak tego unikać. Każdego miesiąca wydaję 200 dolarów na Beatporcie. Musisz zdawać sobie sprawę z faktu, że za każdym razem, gdy ściągasz nielegalnie muzykę, pomagasz w niszczeniu przemysłu muzycznego. Przecież jeden kawałek kosztuje 2 dolary – co to są 2 dolary? Swego czasu kupowaliśmy winyle, które kosztowały 14 dolarów za sztukę. Nadal mam wielką kolekcję winyli w domu.

W Polsce wiele osób nie ma karty kredytowej, więc nawet nie zastanawia się nad kupowaniem muzyki.

A więc doprowadzają przemysł muzyczny do ruiny. Pamiętajmy, że ktoś, kto produkuje muzykę, inwestuje w sprzęt, inwestuje sporo swojego czasu.

Ludzie nie są przyzwyczajeni do płacenia za muzykę.

Kiedyś kupowaliśmy kasety i część z tego, co płaciliśmy, wpadało na konto twórcy. Teraz jest podobna sytuacja z kupowaniem w internecie – ściągając muzykę nielegalnie, pozbawiasz dochodu osobę, która na to zapracowała.

Wspomniałeś o nowym albumie. Powiedz coś na ten temat?

Na razie nic nie mogę powiedzieć poza tym, że pracuję nad nim bardzo ciężko. Zaprosiłem wielu artystów, ale nie mogę jeszcze o tym mówić na wypadek, gdyby ostatecznie efekty tej współpracy nie znalazły się na płycie. Ludzie byliby rozczarowani, więc próbuję tego uniknąć.

Czy będzie to płyta stricte trance’owa? Sporo artystów trance przemyca na swoich płytach autorskich inne klimaty np chilloutowe.

Raczej to będzie trance. Nie interesują mnie w tej chwili klimaty chilloutowe. Ludzie chcą usłyszeć trance, ja też. Choć nigdy nie wiadomo – na razie trudno jeszcze cokolwiek przesądzać: zapytaj mnie o to za pół roku.

Jednym z powodów twojej wielkiej popularności jest twoja audycja.

Tak, myślę, że sporo osób nie docenia siły radia. Gdy zaczynałem przygodę z ASOT’em w roku 2001, nie było jeszcze czegoś takiego – nie było międzynarodowej, trance’wej audycji. A zacząłem to m. in. dlatego, że ja zakochałem się w muzyce na początku lat dziewięćdziesiątych właśnie dzięki rozgłośniom radiowym. Miałem wtedy około 16 lat i nie wpuszczano mnie jeszcze do klubów, więc programy z moją ulubioną muzyką to było wszystko, co miałem. Nagrywałem to na kasety i słuchałem jadąc na rowerze do szkoły – czasem, myślę, że podczas drogi do szkoły więcej się nauczyłem niż w samej szkole. Dzięki radiu zakochałem się w muzyce klubowej. W tej chwili sytuacja jest taka, że jednego dnia nagrywam swoją audycję, a następnego prezentowana jest w Nowej Zelandii – to niesamowite! Wszystko dzięki internetowi.

Sporo ludzi nie ma czasu na szukanie nowej ciekawej muzyki, jesteś dla nich jak mentor wynajdujący każdego tygodnia najlepsze rzeczy.

Zgadzam się. Nie mają czasu, więc robię to za nich. Wiesz, ludzie podsyłają mi promosy i z każdym mogę zrobić dwie rzeczy: albo wypalić je na CD, zagrać w klubie – wtedy nikt nie wie co to takiego, albo się spodoba albo nie; albo mogę zrobić odwrotnie: zagrać numer w ASOT’cie, powiedzieć dokładnie co to takiego, żebyś słysząc go w klubie, znał już go dobrze. To powoduje, że moja praca jest o wiele łatwiejsza – dajmy na to przyjeżdżam do Polski i ludzie znają już niektóre nagrania z moich audycji. Kiedyś było zupełnie inaczej. Wszyscy grali z tzw white labels, mieli zaklejone nazwy utworów, ukrywali z jakiej coś jest wytwórni. Teraz jest odwrotnie – ja również staram się każdemu przybliżyć nazwisko producenta. To jest dobre dla jego wytwórni i dobre dla całej muzyki tanecznej w ogóle.

Jeszcze jedno pytanie odnośnie twojej audycji: czy po nagraniu odcinka zapominasz o nim czy może sprawdzasz fora internetowe, by sprawdzić odzew?

Oczywiście, że to robię – to jeden z elementów układanki.

Myślałem, że może nie masz czasu.

Nie mam czasu, ale zatrudniłem asystenta, który się tym zajmuje za mnie. Wierz mi, że czytamy wszystko, co jest tam pisane. Wszystko! Czytamy wszystkie fora. Nie umiem polskiego, ale mam ludzi, którzy mi to przetłumaczą. Powiem ci mały sekret: wszyscy dj-e świata chcą wiedzieć co się dzieje, wszyscy sprawdzają fora. Myślę, że to bardzo dobrze, pozwala to utrzymać kontakt ze wszystkimi, którzy są żywo zainteresowani twoją muzyką. Lubię czytać, że komuś się nie spodobała audycja, że poprzednia była lepsza. Patrzę na plejistę i się zastanawiam dlaczego. Dlaczego komuś się nie spodobało? Chcę to wiedzieć, dlatego sprawdzamy wszystkie fora. To także jest dobre dla wytwórni płytowych: czasem wytwórnia przesyła mi utwór i za jakiś czas pyta, co o nim myślę. A ja im na to, że zagrałem utwór w audycji i reakcja była taka a taka – przesyłam im opinie ludzi. Więc następnym razem, gdy będą podpisywali kontrakt na tego typu utwór, dwa razy się zastanowią. Myślę że to dobrze dla muzyki.

Jesteś zdolnym kompozytorem – „Burned with Desire” czy „Love you more” to po prostu świetne piosenki.

Gdy wymyślam melodię, robię to dla siebie, nie dla publiczności. Coś po prostu gra mi w duszy. Np.: „Rush Hour” to kompozycja, którą stworzyłem dla samego siebie – wyobraziłem sobie najpierw klasyczne intro, potem całą resztę – miałem pewną wizję.

Siedzisz w studio sam czy masz asystentów?

Generalnie pracuję sam. Teraz jednak, podczas pracy nad moim albumem, zatrudniłem kilku producentów. Główne pomysły pochodzą jednak ode mnie, to ja decyduję, w którą stronę ma to pójść, jakie ma być brzmienie itd. Większość moich tracków to rzeczy, które zrobiłem sam. Mimo nawału innej pracy nadal spędzam wiele czasu w studiu, próbuję nowych rozwiązań. Pytałeś o piosenki. Robię taneczną muzykę od początku lat dziewięćdziesiątych, wydałem ponad sto singli. Niektóre były wielkimi sukcesami, inne nie. Zawsze zaczynałem od stworzenia loopa – miałem przed sobą wszystkie możliwości Cubase, dobierałem bassdrum, hi-hat, bassline, riff – do pewnego momentu zawsze zaczynałem budować nagranie w ten sposób. Ostatnio jednak spróbowałem czegoś innego – siadam teraz z moim bratem i jego gitarą na kanapie i wymyślamy piosenkę. To coś zupełnie innego, zupełnie inne podejście. „Burned with desire” powstało jako numer chilloutowy. Potem biorę wokale i melodie i wszystko, co muszę zrobić, to to zremiksować. A to robiłem setki razy, więc nie mam z tym problemu.
Zaczynam więc od stworzenia melodii, a potem dorzucam brzmienie i dodatkowe plany. Dla mnie osobiście praca w ten sposób jest o wiele ciekawsza. Nadal zdarza mi się zaczynać od loopa, ale już rzadziej. Po dziesięciu latach pracy musisz zapytać sam siebie, czy dana metoda pracy jest nadal dla ciebie ciekawa. Bo jeśli nie będzie interesująca dla ciebie, prawdopodobnie innym również się nie spodoba.

Czyżby twój brat grał w jakimś zespole rockowym?

Tak. Sprawdź na myspace. Jego zespół nazywa się Baggabownz. Gra naprawdę ciekawą muzykę, oczywiście zupełnie inną od mojej. Kochamy się z bratem bardzo mocno, mamy dobry kontakt. Jest moją wielką inspiracją, pomaga mi przy przedsięwzięciu Armin Only. Dużo się widujemy. Jest naprawdę świetnym gitarzystą, chyba jednym z najlepszych na świecie. Pracowałem z wieloma znanymi gitarzystami, ale wolę jego. Grał na gitarze m.in. w nagraniu „Yet another Day”, generalnie dużo mi pomaga w studiu przy aranżowaniu utworów, ja nie wiem nic o C-dur czy C-moll.

Nie grasz na keyboardzie?

Gram, ale tylko to, co słyszę, nie potrafię nazwać dźwięków czy akordów.

Czy twój brat lubi twoją muzykę?

Tak, lubi. Myślę, że jest jedynym gitarzystą na świecie, który lubi muzykę taneczną.

W Polsce również tak jest, że fani rocka nie słuchają muzyki tanecznej i odwrotnie.

Moje motto to: nigdy nie bądź niewolnikiem swojego stylu muzycznego. Jestem przekonany, że ty również jesteś miłośnikiem muzyki. Myślę, że w pewnym stopniu każdy nim jest. Jestem pewny, że masz w domu płytę Jamiroquai, masz płytę The Prodigy, masz U2, może The Beatles albo muzykę klasyczną. Myślę, że należysz do grupy, do której należy 95 procent ludzi na świecie. Wszyscy chętnie słuchamy The Prodigy, wszyscy chętnie posłuchamy piosenki Beatlesów czy underground-techno-record, chodzi tu o to, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Wracając do porównań kulinarnych: jeśli jednego dnia jesz stek, następnego dnia chcesz zjeść rybę – nie będziesz jadł steku każdego dnia. Jeśli do kogoś nie dociera muzyka klubowa, jeśli jej nie rozumie, to trudno. Myślę, że gdybym urodził się 10 lat wcześniej, grałbym w zespole rockowym. Nie umiem co prawda śpiewać, nie umiem grać na girarze, nie znam się na akordach, ale dałbym radę.

Jak wygląda twój zwykły dzień tygodnia? Siedzisz w studiu od rana do nocy czy tylko czasami?

Dużo pracuję, siedzę w studio conajmniej 8 godzin dziennie. Produkuję, słucham muzyki, dobieram nagrania do setów albo myślę o audycji.

A co porabiasz, gdy już wreszcie wyjdziesz ze studia?

Jestem bardzo blisko z moją rodziną. Kocham moją mamę, mojego tatę i brata. Spotykam się na piwie ze znajomymi, chodzę do kina, lubie dobre filmy science-fiction, oglądam ciekawe seriale jak „24 Godziny”, „The Sopranos”, „Lost”. Czasem nurkuję z moją dziewczyną, czasem jeździmy na nartach. Gdy nigdzie nie gram, zawsze wpadam do ulubionego pubu w moim mieście. Ludzie tam traktują mnie normalnie, jak starego znajomego. Mam tych samych znajomych, których miałem wcześniej – nic się pod tym względem nie zmieniło od czasu, gdy stałem się sławny. Mówią mi, że widzieli w Polsce wielki plakat z moją posturą i trudno im było zrozumieć, że to naprawdę ich kolega ze szkoły. Czasem ludzie zatrzymumą mnie na ulicy, ale nie zdaża się to specjalnie często. Przez Amsterdam przechodzę bez problemu.

Będąc w Amsterdamie nie można nie zwrócić uwagi na mocno rozbudowaną scenę klubową: ogromna ilość świetnych klubów, świetne line-upy każdego dnia, komplety publiczności w każdym z nich.

Amsterdam to jedno z klubowych centrów świata. To klubowy świat w pigułce. Za każdym razem, gdy będziesz w Kuala Lumpur, w Los Angeles, Nowym Jorku czy Amsterdamie – zawsze będziesz miał co robić. Uwielbiam też Tokio, gdzie właśnie grałem, Bagkok, jedno z moich ulubionych miast to Melbourne, świetnie jest w Toronto i Vancouver, poza tym polecam Buenos Aires, Tel-Aviv, Ateny, Barcelonę, Madryt, Paryż, Berlin, bardzo często bywam też w Rzymie.

Nie znudziło ci się jeszcze podróżowanie?

Nie. Jeśli zapytasz ludzi, czego pragną w życiu – większość powie, że podróżować. Czasem oczywiście zdarza mi się być zmęczonym, ale to nie zmienia faktu, że lubię podróżować. Jeśli jestem padnięty, siadam z przyjaciółmi i piję piwo – jedynie piwo, bo żadnych narkotyków nie biorę.

Ale zdajesz sobie sprawę że sporo osób słucha muzyki klubowej pod ich wpływem?

Jeśli ktoś w określonym momencie potrzebuje czegoś takiego – cóż. Ja nie potrzebuję wspomagaczy, żeby cieszyć się muzyką. Nigdy nie spróbowałem żadnego narkotyku. Nie przeszkadza mi jednak, że ktoś czegoś próbuje, jeśli nie ma to dla mnie żadnego wpływu. Nie lubię, kiedy ludzie są pijani, podchodzą wtedy pod scenę, próbują coś powiedzieć i mają z tym problemy. Nie lubię tego. Ludzie powinni znać samych siebie i wiedzieć, czy jest odpowiedni moment na to czy na tamto. Tak długo dopóki nikomu nie przeszkadzają i nikogo nie krzywdzą – nie dbam o to, to ich sprawa.

Czasem się zastanawiamy w Polsce czy nasze imprezy są na odpowiednim poziomie – co myślisz, gdy pojawiasz się w naszym kraju? Może widzisz jakieś wady, może coś ci nie odpowiada? Przykładowo niektórzy twierdzą, że u nas bawią się młodsi ludzie niż w innych krajach.

Może rzeczywiście tak jest. Zawsze zastanawiam się dlaczego dziennikarze z Polski czy Izraela zadają takie pytania. Jakbyście mieli niskie mniemanie o sobie, jakby brakowało wam pewności siebie. Nigdy nie usłyszałbym takiego pytania od dziennikarza z Holandii, a ciągle słyszę od Polaków! Polska to wspaniały kraj, dlaczego zadajecie takie pytania! Nie widzę u was nic negatywnego, takie same złe rzeczy można znaleść w Polsce i Holandii. Nie sądzę, żeby Polska była lepsza lub gorsza od Holandii czy innego kraju. Nie myślcie tak – Polska to fantastyczny kraj, pamiętajcie o tym. Nie ma się czego wstydzić czy obawiać, że pod jakimś względem jesteście gorsi. Teraz wszyscy jesteśmy równi – jesteśmy w Unii Europejskiej. Myślę, że cały świat w tej chwili jest jednym wielkim krajem. Dzięki możliwości latania i internetowi mamy do czynienia z jednym wielkim krajem.

Powiedz nam jeszcze czy osobiście wybierasz artystów, z którymi Armada podpisuje kontrakty?

Jeśli naprawdę coś mi się spodoba, mógłbym powiedzieć kolegom i koleżankom z firmy, żeby podpisali z artystą kontrakt – ale nigdy tak nie robię. Zawsze pytam co oni na ten temat sądzą. Jeśli im również się podoba, wtedy podpisujemy kontrakt. Zawsze dyskutujemy, zawsze wspólnie podejmujemy decyzje. Odsłuchujemy dane nagranie wiele razy i się zastanawiamy. Myślę, że to dobry sposób – im więcej zbierzesz opinii, tym lepszą podejmujesz decyzję, lepiej wiesz, co o danej muzyce mogą pomyśleć inni. Ostatnio zatrudniliśmy w firmie młodego człowieka i zapytaliśmy go, jak mu się podoba podesłana właśnie produkcja. Pracował u nas dopiero drugi dzień, więc zapytał „Pytasz mnie? Ja nic nie wiem na temat muzyki”. A ja na to „To nieprawda, że nic nie wiesz na temat muzyki. Jestem ciekawy twojej opinii: jak ci się podoba ten kawałek”, on na to „Hmm, no nie wiem, nie jestem przekonany”. Podziękowałem mu i powiedziałem, że właśnie to chciałem usłyszeć. Każdy może się wypowiedzieć, każdy ma jakąś opinię, wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy mamy pewne pojęcie o tym, co nam się podoba albo nie podoba. Ludzie myślą, że jeśli mi się podoba dany utwór, to znaczy że jest dobry. Gówno prawda – jeśli ty myślisz, że dany utwór jest dobry, to znaczy że jest dobry. Nie ma nic bardziej osobistego niż osobisty gust muzyczny. Nie jestem idealny. Popełniam błędy jak każdy, czasem zagram słabego seta – to się zdarza.

Mam dla ciebie sporo pozdrowień z Polski, gdzie jesteś bardzo lubiany.

I nawzajem. Polska jest ważnym krajem dla mnie – bardzo mnie wspieracie w ostatnich latach. Mam nadzieję, że już niebawem znów dla was zagram.

Ludzie w Polsce lubią cię m.in. za to, jaki masz z nimi kontakt podczas występów.

Bo ja jestem jednym z nich. Tak się czuję, kiedy gram – jak jeden z nich. Kocham muzykę, kocham rozmawiać o muzyce, nie dbam zupełnie o tak zwany kult dj-a, „dj-ego-thing”, po prostu kocham muzykę. Wczoraj słuchałem kilku nowych rzeczy i miałem ciarki – o to tu chodzi. Czekam aż je zagram publiczności, choć nie zawsze mogę. Czekam na ich reakcję i mam nadzieję, że będzie taka sama jak moja. Czasem wybiegam zza konsolety i bawię się razem z ludźmi.

DJ Magazine Polska, nr.1 (grudzień 2007)