wywiad, interviewParę tygodni temu Rayan Flatley posiadający stronę Sputnikmusic przeprowadził wywiad z Dj Pretty Lights podczas przygotowań do swojego weekendowego występu na ogromnym festiwalu Electric Zoo w Nowym Jorku. Główną gwiazdą tego festiwalu jest holenderski trance DJ, producent, prowadzący audycję radiową Armin van Buuren, który przygotowuje się do wydania swojego 4 albumu we wrześniu grając prawie nonstop przez ostatni rok. A kiedy DJ MAG wybiera kogoś DJ numerem jeden na świecie 3 rok z rzędu, nie brakuje imprez do zagrania. Mieliśmy szczęście złapać Armina przed jego głównym występem w Wielkiej Brytanii na prawdziwie dancowym festiwalu Creamfields tego minionego tygodnia.

Rudy Klapper: To dość wymagająca praca, być DJ’em numer jeden na świecie, szczególnie, gdy ludzie wybierają dla ciebie pierwszą pozycję kilka lat z rzędu, jak w twoim przypadku. Jakim był dla ciebie rok 2010 do tej pory, gdy przygotowywałeś się do wydania albumu?

Armin van Buuren: No cóż, naprawdę fenomenalny! Myślałem, że zeszły rok był swego rodzaju kulminacją, ale w tym roku wydaję mój nowy album, generalnie grałem trochę mniej, ponieważ chciałem się właśnie na nim skupić. Mimo wszystko, nadal byłem w trasie po Północnej i Południowej Ameryce, trochę po Azji. Ale przyznaję, latem grałem imprezę prawie każdego dnia i było naprawdę fantastycznie. Teraz mam 21 gotowych kawałków i jestem z nich bardzo dumny.


RK: Udało mi się być na twojej ogromnej imprezie Electric Daisy Carnival w Los Angeles minionego lipca (cóż ponad 100 tysięcy ludzi), a w nadchodzący weekend również będziesz grać na Electric Zoo w Nowym Jorku. Czy na tych masowych festiwalach gra się porównywalnie fajnie jak na kameralnych imprezach?

AvB: Myślę, że każdy lubi czasem pójść do dobrej restauracji na wykwinty obiad, a na drugi dzień wybrać się na tłustego hamburgera, albo jeszcze innego dnia zjeść z przyjaciółmi, i jeszcze innego można mieć ochotę na domowy posiłek. Ja to tak widzę, masz inny posiłek każdego dnia i to jest naprawdę wspaniałe. Uwielbiam te małe imprezy, te kameralne. W zeszłym tygodniu, na przykład, grałem w naprawdę małym klubie, koło 400 osób, w Grecji, gdzie możesz nawet rozmawiać bezpośrednio z swoimi fanami. Z kolei na dużych festiwalach, no wiesz…, mega energia… wielkie kawałki w tak krótkim czasie, szybkie miksowanie, po prostu atmosfera ogromnej imprezy i myślę, że to też nieprawdopodobna zabawa.

RK: A czym różnią się festiwale w Stanach od tych w Europie? Muzyka dance nie była tu tak popularna przez długi czas, wiele ludzi postrzega ją, jako „nowość” czy „świeży towar”, czy publika to odzwierciedla?

AvB: No, przypuszczam, że to prawda. W Europie rzeczywiście EDM ma dłuższą historię i pojawia się więcej w zwykłym radio. Myślę, że Stany zdecydowanie nadążają za muzyką house ostatnimi czasy, szczególnie tymi wielkimi festiwalami, które się teraz odbywają, Electric Daisy, ULTRA Music Festival, no i teraz Electric Zoo; więc powoli, ale zdecydowanie Stany nadążają. No i oczywiście można to stwierdzić po tłumie, który się na nich pojawia!

RK: Wielu artystów sceny elektronicznej grających na Electric Zoo, np. Pretty Lights, z którym przeprowadziliśmy wywiad w zeszłym tygodniu, wprowadza nowy sprzęt oraz kontrolery MIDI do swoich występów, co pozawala na bardziej spontaniczne zmiany w remiksowaniu kawałków na żywo. Widzisz siebie wśród tych dj’ów, którzy stosują różne innowacje technologiczne?

AvB: No jasne, uważam, że od kilku lat różnica pomiędzy byciem djem a producentem zaczęła się zacierać. Akurat, jeśli chodzi o mój gatunek muzyki, tj. trance, ludzie wola bardziej słuchać nieprzerobionych melodii. Z doświadczenia wiem, że był taki czas, w 2004 roku, kiedy wrzucałem wszystkie rodzaje kawałków a cappela i melodii w mixed in key (urządzenie, które samodzielnie ustawia w kolejności utwory wg. podobnego tempa), ale wiele ludzi, którzy przychodzą na moje występy, chcą słyszeć pełne kawałki po kolei, i tyle, bez większych trików technicznych. To zależy od tego, jakim jesteś artystą i jaki rodzaj muzyki chcesz reprezentować. Oczywiście, mam kilka specjalnych przeróbek (remiksów), i w trakcie, gdy gram moje sety, np. na dużym festiwalu, dokonuje edycji by skrócić w ten sposób kawałek i dodać mu więcej energii. Jednak w tym momencie, jakoś nie widzę się w pełnym tworzeniu, bo nie widzę większego sensu, patrząc na mój rodzaj muzyki. Z trancem jest tak, że ważne są melodie same w sobie, i nie potrzeba wcale ich przerabiać za pomocą kontrolerów MIDI, gdy stoi się na scenie.

RK: Czy tego roku miałeś okazję uczestniczyć w jakimś wyjątkowo wyróżniającym się festiwalu?

AvB: Tak, tego lata grałem w Bułgarii, i było naprawdę wyjątkowo, jedna z najlepszych publiczności jak dla mnie. Grałem od 19:00, aż do wchodu słońca i to był jeden z moich najlepszych występów. Również wyjątkowo było na Dance Valey (coroczny festiwal muzyki elektronicznej odbywający się w Spaarnwourde, w Holandii). Lało przez cały dzień, ale potem wieczorem, kiedy zacząłem grać w końcu się wypogodziło, i atmosfera była wręcz magiczna.

RK: A skoro mowa o ogromnych koncertach, wiem, że od czasu do czasu grasz sety trwające od 9 do 12 godzin – nawet byłem na jednym z nich, konkretnie Together As One 2009. Jak się do czegoś takiego przygotowujesz, no i co ważniejsze, jak to robisz, że nie zasypiasz?

AvB: (śmiech) No cóż, publika mnie rozbudza, ta cała energia! Wiesz, myślę, że tak naprawdę, to codziennie się przygotowuję, bo nieustannie wybieram kawałki do moich setów i obserwuję, do której części wieczoru będą pasować najlepiej. Na przykład, gdy gram na jakimś festiwalu, muszę zaprezentować moje wielkie hity i ostatnie produkcje, bo ludzie oczekują tego ode mnie, chcą żebym zagrał właśnie to. Ale kiedy zabieram się za dłuższy set, mogę go bardziej rozbudować, mogę zagrać trochę progresywnych nut, trochę housowych, trochę techno i klasykę, trochę vocal trancu i wszystkiego pomiędzy.

RK: Twój czwarty album, Mirage, z którego parę kawałków miałem już okazję posłuchać, wychodzi dziesiątego września. Jaki miałeś cel tworząc go, i czy myślisz, że wyszedł Ci tak jak sobie planowałeś?

AvB: Wiesz co, właściwie to cytatem, który do niego najbardziej pasuje jest: „życie to coś, co ci się przytrafia, gdy jesteś zajęty robieniem innych planów„. Miałem super plan do tego albumu a wyszło zupełnie coś innego (śmiech). Ale nie miałem nic przeciwko temu, po prostu robiłem muzykę w studio i tam właśnie miałem niezłą zabawę. Czułem ogromną presję po wcześniejszym sukcesie Imagine, myślałem sobie „no dobra, jak znowu dotrzeć do tego poziomu?” Moim wielkim hitem na pierwszej pozycji w 3 krajach było „In and out of love”, więc ciążyła na mnie wielka presja, by znów to osiągnąć. Ale okazało się, że wszedłem do studio i nadal nieźle się bawiłem, na tym polega muzyka, zanim się zorientowałem, zrobiłem już 21 kawałków, całkiem nowych kawałków i to największa ilość, jaką udało mi się kiedykolwiek stworzyć w jeden rok. Więc, jest to największy projekt, jakikolwiek ukończyłem pracując z orkiestrą, z prawdziwym rockowym zespołem, z ogromną wręcz ilością akustycznych rzeczy, również z wspaniałymi twórcami, jak Guy Chambers czy z Nervo sisters, no wiesz… po prostu się świetnie bawiłem. Nawet specjalnie się nie zastanawiałem nad tym, co robię, to znaczy mam na myśli, że miałem jakiś tam pomysł na Mirage, z którym zaczynałem, ale wyszło inaczej, album po prostu tworzył się na swój własny sposób i przy jego tworzeniu naprawdę było super.

RK: Na Mirage pojawiło się gościnnie kilka gwiazd, włączając angielską wokalistkę, również piszącą teksty, Sophie Ellis-Bextor, albo Adam Young znany z projektu, Owl City. Czy są jacyś artyści, z którymi szczególnie bardzo chciałbyś współpracować a nie miałeś jeszcze okazji?

AvB: O tak, jest wielu artystów, których podziwiam i chciałbym z nim bardzo podjąć współpracę. Jestem wielkim fanem Seala, ma niesamowity głos, albo Enya czy Bjork. Ale myślę, i to chciałbym podkreślić, że dana kolaboracja nie jest rzeczą, która mnie tak bardzo inspiruje, piosenki są kwestią drugorzędną. Kiedy wypowiadam się na o moim nowym albumie, zauważam, że sporo ludzi dyskutuje na temat mojej współpracy z innymi, a ja chcę podkreślić, że to tylko połowa tego, co robię, a druga połowa jest wciąż instrumentalną częścią trancu. I wiem, że nie da się wiele powiedzieć o czymś, jeśli nie jest kolaboracją, czy coś w tym stylu, ale to nie ma większego znaczenia, sama muzyka dla mnie będzie zawsze najważniejszą rzeczą. Nieważne z kim pracujesz, zawsze powinna pojawić się jakaś piosenka; załóżmy, że kiedyś miałbym zaszczyt pracować dajmy na to z Madonną, to i tak chciałbym, żeby to był dobry kawałek, i nie chciałbym zrobić tego kawałka tylko dlatego, że to Madonna, czyli ktoś sławny w dobry sposób promujący mój album. Rzeczą, której chce, jest dobra muzyka.

RK: W dzisiejszych czasach internetowe strony, gdzie wystawia się muzykę, stały się wygodnym sposobem na odkrywanie nowości, w szczególności gatunków dance i techno. Mimo, iż artyści tracą w ten sposób pieniądze ze sprzedaży płyt, to wciąż dość dobry sposób na promocje swojej twórczości i zdobywanie publiki? Co sądzisz o ludziach, którzy w ten sposób poznają nową muzykę, nawet, jeśli to czasem nielegalne?

AvB: No nie wiem…, ciężko powiedzieć, tak czy siak trzeba z czegoś żyć. To jakby… idziesz do restauracji a potem wychodzisz i nie płacisz rachunku, po prostu tak się nie robi i to trzeba podkreślić. Ten ostatni album jest najdroższym, jaki zrobiłem, zapłaciłem z mojej własnej kieszeni i ludzie, którzy go ściągają, czy wystawiają go w Internecie, nie zdają sobie sprawy w ogóle z tego, że niszczą coś, co zostało przez kogoś stworzone, nie tylko przeze mnie, ale przez wszystkich, którzy nad tym pracowali. Z kolei z drugiej strony, naprawdę podoba mi się to, że muzyka teraz jest tak łatwo dostępna dla ludzi. Myślę, że powinniśmy znaleźć jakieś rozwiązanie, żeby ludzie mieli bardzo łatwy i szybki dostęp do muzyki, bo uważam, że Internet to naprawdę cudowna rzecz, dzięki której poznaje się nowości. Z drugiej strony jednak patrząc, artysta też musi zarabiać. Nie chcę się wzbogacać na swojej muzyce, chcę mieć coraz więcej możliwości jej tworzenia, tylko tego chcę. Nie chcę by kojarzono mnie wyłącznie ze sprzedażą mojej muzyki, gdy ją rozpowszechniam. Powinniśmy załatwić to tak jak z YouTube i wszystkimi reklamami, rozwiązać to tak, że YouTube pobiera opłaty za każde kliknięcie w reklamę, myślę, że coraz częściej będziemy mieć do czynienia z takimi właśnie rozwiązaniami on-line, gdy to artysta będzie umieszczać swój kawałek razem z banerem reklamowym. Myślę, że nie tylko ja, ale wszyscy inni artyści potrzebują pieniędzy, chociażby po to, by opłacić czynsz, muszą z czegoś przecież żyć i dalej tworzyć muzykę.

RK: No i na koniec… kiedyś szperałem po YouTubie i natknąłem się na filmik z twoim setem, z uroczystości z okazji uhonorowania drużyny piłkarskiej, która zdobyła srebro na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej zeszłego lata. Możesz powiedzieć, jakie to uczucie, móc uczestniczyć razem z reszta twoich rodaków w tak wielkim wydarzeniu w historii Holandii?

AvB: Było niesamowicie, to znaczy, przykro na pewno, że przegraliśmy w finale, ale to co osiągnęliśmy to i tak nieprzeciętny wyczyn, jak dla tak małego państwa, wiesz.. Holandia liczy tylko 16 milionów mieszkańców! (śmiech). Ale było ekstra, musze być z tobą szczery, cały show był praktycznie nieplanowany. Miałem grać od 4 do 6, a wtedy nie miałem być w ogóle na scenie, i nagle wepchnęli mnie na nią i kazali grac, no i zagrałem, na żywo dla TV publicznej. Fantastyczne doświadczenie!

Wywiad przeprowadził: Rudy Klapper
Źródło: sputnikmusic.com
Tłumaczenie: Monika (ellesxy)