A State of Trance 2011

W tym roku Armin serwuje nam kolorową mieszankę transowych gatunków. Znajdziemy tu wszystkie odmiany tego gatunku muzyki. Począwszy od delikatnych i miękkich balearic transów – Nuera „Green Cape Sunset”, poprzez mieszanką prog house’owo/trance’ową w postaci „Rebound” od Arty’ego i Mat’a Zo zahaczając o typowy prog trance – „Godless” Nickson’a i Datt’a, deep progressive „Sandstone” Rex’a Mundi’ego, proglifting w postaci „Always Look Back” Anhken’a aż po typowo upliftowe granie od Kandiego, Juventy, modne ostatnio dutch trance’owe granie Shoguna, remix Rank 1 do „My Enemy” czy też anthem transowa produkcja Armina jako Gaia, zamykając całość na pop’owym bootlegu do „Use Somebody”.

Poświęćmy chwilę utworowi Laury Jansen. Takie produkcje jak ten Rework Armina wbrew swojemu brzmieniowi są bardzo potrzebne gatunkowi jakim jest trance. Ja takie numery zaliczam do tych, które trzęsą publiką na każdym evencie. „Back to 2007” klasyczna już produkcja Filo & Peri „Anthem” była wyśmiewana wszem wobec za swoją „popowatość”, a potem okazywało się, że każdy znał i śpiewał tekst tej produkcji. Na YouTube można znaleźć wiele odnośników potwierdzających ten fakt. Nie inaczej jest z tym reworkiem Armina. To nie jest numer do wczuwania się, głębokiego wsłuchiwania się. To produkcja, która ma złączyć ludzi, przekazać pozytywną energię i dać kopa do dalszej zabawy.

OK, to teraz właściwe przemyślenia. Plażowe przemyślenia. CD1 zaczyna się dziwnie od plażowego numeru odnoszącego się do zimy. Jako taki paradoks, ale utwór bardzo pozytywny, nadający dobry flow już na starcie. Z resztą, która produkcja z wokalem Any Criado nie nadaje numerowi właściwego klimatu? W numerze tym słychać więcej Armina niż Morpha, ale nie chodzi tu o to aby ocenić wkład jednego czy drugiego, bo zaraz i tak ktoś stwierdzi, że najwięcej tu roboty Benno. Dobra robota i jestem ciekaw czy możemy liczyć na coś więcej czy będzie to tylko jednorazowy wybryk. Czas pokaże. Dalej „My Inner Island” od Blizzard’ów i Omnii, track jakże charakterystyczny dla tych producentów, jednocześnie w pełni oddający ich styl. Wszystko jest w tym numerze na miejscu. Melodia bassline, cała struktura brzmi prze-godnie. Nie należy odnosić tej produkcji do poprzednich prac tych panów z Kalopsią na czele, bo takie numery zdarzają się tylko raz w karierze. Jednak ten track nie zawodzi, no i wiem oczywiście, że Omnia nie wyprodukował Kalopsii wlaśnie. Dalej kolejne dwa godne numery będące warmupem przed tym co ma się stać tuż za moment. Slacker i Mormugao to doprawdy prze-godne produkcje i cieszy powrót w dobrym stylu Shiver’a i Letholi. Także Alex Robert dobrze wykręcił z upliftowego potwora rasowy prog-transowy numer.

Następnie, tu padnie oddzielny akapit mamy do czynienia z jedną z najlepszych sekwencji tracków w kompilacjach Armina w historii. To co się dzieje od numeru Anhken’a po „Libertine” Otten’a to miód na moje uszy, poezja dźwięków, ukojenie duszy. Następnie lekka zniżka formy uwieńczona petardą od młodych producentów z UK i Rosji. Wróćmy jednak do tego słoiczka miodu. Anhken to jeden z najlepszych numerów jakie w życiu słyszałem, osobiście dla mnie to jest Arisen 2011, ciężko mi to wytłumaczyć, ale z całą pewnością mimo iż dopiero marzec ten numer to moje TOP 5 tego roku. Coś pięknego. Dalej klimatyczne „Green Cape Sunset” i przegenialne „Sandstone„, które zajmuje jakże należne miejsce także na tej kompilacji. Brzmi jak stary dobry LSG. „GCS” to natomiast bodaj najlepsza produkcja z labelu Shaha od czasu „White Sand„. Wyznacznik stylu tego labela. Bobina wykręcił rasowego potwora, o którym nigdy bym nie pomyślał, że robił to Bobina właśnie. Dalej fantastyczny remix do „Godless” ten buildup ładuje we mnie energie niczym „Durecell’e” w króliczka. Bomba. Troszkę przestawiłem kolejność, ale całość wieńczy powrót Otten’a tego typu 8-bitowy wokal mogliśmy już usłyszeć w Cygnes 3 lata temu jednak Otten dodał do tego kapitalnie nakręcającą się kompozycję dźwięków. Jest troszkę z progów, troszkę z techów. Jest kawał dobrej roboty. Czekam co i kto będzie umiał wykręcić z tego numeru. Dalej nieco słabszy aczkolwiek niezły numer Graham’a, „Sonata Księżycowa” od Wallbridge’a – damn good! No i znowu nieco gorszy lecz równie porządny numer od Beat Service. „Rebound” jest prawdziwą wisienka na torcie, która znakomicie oddaje to co czeka nas na CD2.

Co do mixingu to jest znakomicie. Przejścia między utworami dopasowane tak, że ani na chwilę mimo tych słabszych momentów mix nie traci klimatu. Długość tracków równie odpowiednia, która pozwala na płynne przejście z jednej produkcji na drugą. Absolutnie jedna z najlepszych części „On The Beach„, którą niemal na równi mogę postawić z edycją „2006„, która pod tym względem jest moim absolutnym numerem 1.

CD2, startuje od długo oczekiwanej produkcji od Hagena i jego brata, aż dziw bierze, że tak brzmi follow up do „Last Minute” widać Ron nie chciał wracać do stylu znanej właśnie z „LM” i „Riddles In The Sand„. Dalej jedne z moich ulubionych numerów 2011, nadzwyczajny remix Rank 1 do „My Enemy„, co za petarda, co za energia. Przejście na „Skyfire„, idealne. Słysząc ten numer na Armin Only nigdy bym nie pomyślał, że to właśnie Shogun. Po tej produkcji i po remixie dla „Shamisan” od Signum, nabrałem więcej respektu do pana „Save Me”. Gruba produkcja, szalenie przypominająca mi „Gamemaster„, ach cóż za zacny break. Całość zostaje przyśpieszona przez genialny remix Orjana do „Talk To Me„. Tę fiestę finalizuje tegoroczny hymn ASOT#500. O „Status Excessu D” powiedziano już wiele, ale z całą pewnością jest to produkcja górnych lotów, która wielu starym fanom przypomniało, że ktoś taki jak Armin jeszcze istnieje. Baaa… istnieje i ma się znakomicie! Dalej „Blackboard” obstawiam zakład, że będzie to jeden z najbardziej niedocenianych numerów AD 2011. Im dalej tym jeszcze lepiej, nie będę się skupiał na detalach, ale produkcje Raye’a, Orjan’a, Akessona, czy nowe Lost World, to produkcje typu high class w pełni oddające współczesne brzmienie transu. Absolutnie genialne produkcje, naładowane taką energią, która unosi ludzi pod sufit, o tym można było przekonać się na Armin Only w Poznaniu. Nowe A&F daje takiego kopa, że rzeczywiście ma się ochotę kontrolować światło słoneczne. Całość wieńczą piękne „malownicze piramidy” i bootleg o którym napociłem się wcześniej. Mixing tak szybki i sprawny, że nawet nie wiem kiedy czas przeznaczony na odsłuch upłynął.

Jedno jest pewne, na pewno nie był to zmarnowany czas a i wydane pieniądze nie będą zmarnowanymi. Osobiście dla mnie to najlepsza odsłona serii tuz po 2011. Podobnie pisałem po 2-óch poprzednich edycjach i nie zmieniłem zdania. 2011 jest po prostu lepsza. To jest Armin jakiego jak zacząłem słuchać dawno temu, to jest brzmienie w jakim się zakochałem. To jest po prostu A State Of Trance!

Autor: Kasper|K4SP4