ARMIN ONLY MIRAGE, Utrecht, 13.11.2010 – relacja

ARMIN ONLY MIRAGE

Poprzedni tydzień był pełen osobistego napięcia i oczekiwania. Aż do daty 13 Listopad 2010. To właśnie w tym dniu w hali Jaarbeurs w Utrechcie, rozpoczynało się nowe światowe touurne Armin Only: Mirage. Naszą podróż do Holandii rozpoczęliśmy od Poznania, następnie Wrocław gdzie udaliśmy na Lotnisko im. Mikołaja Kopernika, by stamtąd wsiąść do samolotu i udać się lotem do holenderskiego Eindhoven. Po odprawie celnej, czekaliśmy jeszcze ponad godzinkę w hali odlotów. Jednak i ona szybko upłynęła na rozmowie. Większość tematów naszej rozmowy była pośrednio lub bezpośrednio związana ze samym show, Arminem i Holandią. Wreszcie o 14:40 mogliśmy dostać się na pokład samolotu. Na całe szczęście, wszystko było ok, więc papierowa torebka nie była potrzebna. Ja natomiast mogłem ze spokojem słodko zasnąć na godzinkę i oszczędzać siły na sobotni wieczór. Przed godziną 17:00 wylądowaliśmy na lotnisku w Eindhoven. Niestety deszczowa pogoda nie sprzyjała jakiemukolwiek zwiedzaniu i długiemu chodzeniu po świeżym powietrzu.
Zakupiliśmy bilety na autobus, który miał nas zawieść do Utrechtu. Po niespełna godzinnej jeździe dotarliśmy. Udaliśmy się na tramwaj, który zawiózł nas do Utrecht Centraal. Pochodziliśmy po głównym dworcu kolejowym w Utrechcie. Mimo że dworzec miał ponad 15 lat, to z pewnością prezentował o wiele lepiej niż nasze obecnie remontowane. Na dworcu można było znaleźć czego dusza zapragnie, oczywiście dominowały fast foody i wszelkiego innego rodzaju gastronomia, ale nie zabrakło również sklepów z odzieżą czy np. ze sprzętem elektronicznym. Następnie postanowiliśmy się udać ku Jaarbeursplain.
Już na parkingu hal targowych można było zobaczyć jak ogromną produkcją jest tegoroczne Armin Only, kilka dużych tirów, plus wozy transmisyjne, stojące na parkingu robiły duże wrażenie.
Pokręciliśmy się po terenie Jaarbeurs w celu obadania wejścia jakim będziemy wchodzić na imprezę. Bez problemów je znaleźliśmy, a naszym oczom ukazała się powitalna tabliczka z napisem: WELCOME AT ARMIN ONLY MIRAGE!. Przed głównym wejściem umiejscowiony był po obu stronach plakat Armin Only Mirage ze słówkiem powitalnym w osiemnastu językach świata (o ile dobrze udało mi się policzyć), między innymi: malezyjskim,węgierskim, niemieckim, portugalskim, holenderskim, angielskim, polskim, rosyjskim, słowackim. Przed wejściem było może z 60 osób więc nie było sensu stać i moknąc w deszczu. Udaliśmy się na pobliski 6 poziomowy parking w poszukiwaniu innych Polaków. Szybko jednak doszliśmy do wniosku, że parking jest zbyt drogi dla naszych rodaków. Pogadaliśmy trochę jeszcze przed pobliskim hotelem z czerwonym dywanem w którym znajdowało się kasyno. Zbliżała się godzina 21:00 – był to najlepszy czas by udać przed wejście, gdzie zbierali się w coraz to liczniejszym gronie sympatycy Armina van Buurena z całego świata.
Około 21:20 ochrona otworzyła drzwi do hali. Szybko udaliśmy się po kluczyk do szafki. Znalezienie jej było jednak sporym wyzwaniem, gdyż w środku znajdował się ogromny labirynt szafek po dobrych około 5 minutach udało nam się znaleźć naszą szafkę. Następnie szybka rewizja osobista i czekanie na zgodę by można było wejść na główny dancefloor. Nie trwało jednak ono zbyt długo, maksymalnie z 5 minut. Nagle wszyscy ochroniarze się odsunęli i ludzie z okrzykami radości ruszyli ku scenie. Osobiście gdy zobaczyłem co jest przede mną to wyjęknąłem tylko: „WOW, coś czuje, że będzie mega grubo”. Moje słowa okazały się z późniejszej perspektywy czasu prorocze. Armin już był za kurtyną (która jednocześnie była LED-em) niezwykle skupiony sprawdzał czy wszystko jest ok.

O 22:02 zaczął się Warm-up – początek dla mnie nie mógł być lepszy, piękny housowy utwór, następnie Rex Mundi – Opera Of Northern Ocean , potem trochę lżejsze klimaty i pierwszy live performance w wykonaniu Susany – do utworu Closer.

Przy Luigi Lusini – Who We Are po prostu odpłynąłem, ogromne wrażenia robiły wizualizację wyświetlane na kurtynie, i po obu stronach sceny.

Następnie Armin zaprezentował troszeczkę nowsze utwory poczynając od: Aruna & Mark Eteson – Let Go (Nic Chagall Remix / Myon & Shane 54 Re-fill), Armin van Buuren feat. Adam Young – Youtopia, Radion 6 – Lightning a kończąc na jednym z hitów tegorocznych wakacji Bromance w autorskim mashupie EDX vs. Tim Berg – Thrive Bromance.

Następnie pojawiła się po raz pierwszy tego wieczoru na scenie Nadia Ali, która zachwyciła mnie swym wokalem na żywo – spisała się po prostu znakomicie.

Podczas utworu Take Moment z płyty „Mirage” po prawej i po lewej stronie pojawili się tancerze, ubrani w dziwne stroje, które przypominały osobiście „dildo”. Jak któryś z czytelników ma pomysł co to może być niech da znać. 😉

Kolejną wokalistką która pojawiła się na scenie tego wieczoru była Ana Criado, co prawda przepięknie ubrana, ale jej wykonanie Down To Love osobiście już mnie tak nie zachwyciło jak kreacja. Na usprawiedliwienie można dodać że był to bodajże jej pierwszy występ przed tak dużą publicznością, więc miała prawo czuć się zdenerwowana. Bardzo dobrym pomysłem było kręcące się krzesełko dla Anny bo gdyby nie ono, to pewnie by nam tam zemdlała.

O północy zaczęło się główne show, którego nie powstydziłyby się gwiazdy pokroju Madonny, Britney Spearas czy U2. Po hali rozniósł się dźwięk syreny ratunkowej i latającego helikoptera nad wyświetlanym na ekranach LED, miastem. Nagle wszystkie światła zgasły i rozpoczęło intro, którego nie będę opisywał bo filmik opublikowany na oficjalnym kanale youtube mówi sam za siebie. Po prostu wszystko wykonanie perfekcyjnie. Potem z spod sceny wyjechał sam Armin i impreza zaczęła się na dobre. Gdy usłyszałem Onova – Archipelago wpadłem w największe uniesienie tego wieczoru, sam Armin miał łzy w oczach a tłum oszalał. Niezwykłe emocję towarzyszyły wszystkim osobom którego znajdowały się wokół mnie podczas tego jakże pięknego utworu. Lepszej selekcji po Desiderium i Mirage, Armin zrobić nie mógł.

Następnie W&W – Alpha, kolejny utwór przy którym nie dało się nie tańczyć i skakać. Chwila odpoczynku przyszła przy This Light Between Us wykonywanym przez Christiana Burnsa i Metropole Orchestra. Muszę przyznać, że osobiście za tym wokalistą nie przepadałem, ale obiektywnie muszę stwierdzić, że na żywo tego wieczoru spisał się bardzo dobrze, hm nawet go polubiłem. Kolejno znów nastąpiła świetna selekcja utworów granych przez główną gwiazdę tego wieczoru. Publika mogła się wyszaleć w holenderskiej hali przy takich utworach jak 4 Strings feat. Ellie Lawson – Safe From Harm, Alexander Popov – Revolution In You, Full Focus z popisem gry Benno na klawiszach. Po Full Focusie, zabrzmiał utwory które moim skromnym zdaniem są jednymi z najlepszych produkcji kończącego się 2010 roku a mianowicie: Go Fast, Orjana Nielsena i przepiękna produkcja Daniel Kandi pres. Timmus – Symphonica. Z pewnością do grona najlepszych utworów należy zaliczyć również produkcję Armina van Buurena – Orbion.

Główne show to nie tylko wspaniałe utwory prezentowane przez Armina i jego gości, ale to również nieustana interakcja z publicznością wszystkich osób zaangażowanych w show i wokół niego. Tego wieczoru w Utrechcie nikt nie był smutny, wszyscy byli weseli i uśmiechnięci, zapominając tym samym o osobistych problemach życia codziennego, było tak jakby świat się zatrzymał na 9 godzin – liczyła się tylko muzyka i wspólna zabawa bez względu na wiek. Ani na chwile z twarzy Armina nie schodził uśmiech, nie dawał on po sobie poczuć zmęczenia, dał z siebie wszystko i więcej. Podczas utworu Dave 202 vs. Cerf, Mitiska & Jaren – Beggin' For Arrival (Armin van Buuren Mashup) czterokrotny zwycięzca DJ Maga na najpopularniejszego dja, spróbował swoich sił nawet jako kamerzysta.

Podczas 9 godzinnego show nie zapomniano również złożeniu hołdu dla ofiar Love Parade. Główna gwiazda wieczoru wykonała piękny i szlachetny gest klękając na obu kolanach dla upamiętnienia tragicznie poszkodowanych i zmarłych osób.

Tegoroczne Armin Only obfitowało w wiele wspaniały momentów do których na pewno będę wracał myślami w przyszłości: Not Going Up On Love – niezwykle piękna scenografia, choreografia, spadająca płatki róż, buchający ogień i tancerki z pochodniami – coś wspaniałego, tylko tak naprawdę jednej rzeczy mi zabrakło do szczęścia, wokali Sophie Eliss Bextor na żywo.

Coming Home – brak słów by opisać emocje jakie towarzyszyły podczas tego utworu!

Z nocy z 13 na 14 Listopad 2010 roku Armin van Buuren zaprezentował w swoim 9 godzinnym show szeroki repertuar muzyczny. Były utwory premierowe jak najnowszy remix Armina do utworu Use Somebody dla Laury Jansen, były najpopularniejsze przeboje 2010 roku, powrót do poprzedniej płyty „Imagine„, jak i również do utworów, które zyskały status tzw. klasyków: Communication, Serenity, Café Del Mar, For An Angel, Zombie Nation.

Słowa uznania należą się malutkiemu człowiekowi o wielkim głosie van Velzenowi, który pięknie zaśpiewał i zagrał na pianinie utwór, który budzi sprzeczne emocje wśród fanów Armina, a mianowicie Broken Tonight w remixie Alexa M.O.R.P.H.A. Cathy Burton, przykro mi to pisać, ale była najsłabszym ogniwem tego wieczoru w Jaarbeurs. O swoim występie powinna jak najszybciej zapomnieć, bo było naprawdę kiepsko, żeby nie napisać bardzo, ale to bardzo słabo.

Całe show zachwyciło mnie przede wszystkim profesjonalizmem. Próbowałem, poszukać jakiekolwiek wpadki, ale bezskutecznie.
„AO Mirage” bez dwóch zdań okazał się zdecydowanie lepszy od „AO Imagine” pod względem wizualnym, scenografii, choreografii, wykorzystania nowinek technologicznych, orkiestry symfonicznej, rockowego zespołu Bagga Bownz w którym gra również brat ArminaEller. Niesamowite wrażenie zrobił na mnie perkusista zespołu, który uderzał tak na perkusji, że mi szczęka opadła (zresztą nie tylko mnie). Zdumiewająca była rozsuwana kurtyna, ilość ekranów LED, telebimów, laserów: zielony, czerwony, fioletowych, buchającego ognia, confetti. Ten wieczor w Utrechcie pokazał, że magia Armin van Buurena trwa nadal. Przez 9 godzin ten skromny, zawsze uśmiechnięty człowiek pokazał, że kocha ludzi, kocha muzykę, kocha grać dla swoich fanów, dla siebie i czerpie z tego olbrzymią przyjemność.
Zakończenie podobnie jak cała impreza, było równie zaskakujące. Burned with Desire wykonane przez wszystkich wokalistów wypadło niezwykle ciekawie. Na scenie pojawili się również zespołu Ellera, tancerze, tancerki oraz ludzie bez których te show mogłoby się nie odbyć min. D.Lewis, A. Hardenberg i inni zaangażowani w projekt Armin Only.

Jedynymi minusami imprezy były przede wszystkim, mała liczba miejsc do siedzenia, ale wynika to ze specyfiki hal targowych, oraz ogromna ilość butelek, puszek na ziemi, a co za tym idzie – klejąca się podłoga.
Podsumowując, marka Armin Only wyznaczyła nowe standardy, które niezwykle ciężko będzie przebić pod każdym względem. Bardzo bym pragnął by polska edycja Armin Only okazała się równie rewelacyjna. Trzymam więc kciuki z całego serca za MSM Events i Alde Events, by to się udało, a nawet by edycja polska była lepsza od holenderskiej.
Gorąco polecam imprezę, nie tylko fanom Armina, ale wszystkim którzy kochają muzykę trance. Mogę wam zagwarantować, że datę 19 Lutego 2011 roku zapamiętacie na długo. A więc nie wahajcie się, zamawiajcie bilety i przebywajcie do Poznania na wielkie show!

Do zobaczenia 19 Lutego 2011 roku!

Autor: Jaculek
Fotorelacja: AldaEvents.com

5 myśli w temacie “ARMIN ONLY MIRAGE, Utrecht, 13.11.2010 – relacja”

  1. Zgadza się wszystko, dodam, że podczas niektórych liveactów był za cicho wokal a za głośno bas taki drobiazg. Armin był cudowny!!!!! jak to zwykle on. Jak polska strona nie nawali z nagłośnieniem ( w utrechcie było absolutnie perfekcyjne!!!) i nie naobiecuje za dużo
    to będziemy mieli 19.02.10 najlepszą klubową imprezę roku 2011! Wiem jedno warto zrobić wszystko zeby zobaczyć to poraz drugi.

Dodaj komentarz